wtorek, 2 lipca 2013

Proza islandzkiego życia ;)

Człowiek to takie dziwne zwierze, ze przyzwyczai sie do wszystkiego.

Do budzika dzwoniącego codziennie o 8.15 bez wyjątków,

Do mówienia nie po polsku... Choć przyznać sie muszę, ze zazwyczaj rano, przed kawą zdarza mi sie  powiedzieć kilka słów i dopiero po zdziwionych minach zauważam, ze cos jest nie tak .... ;)

Do braku warzyw i owoców. Wszystko co rosnie na drzewach, krzewach lub w ziemi jest meeeega drogie, bo sprowadzane.

Do smaku kawy.... Nie tak dobrej jak w Polsce... Z dodatkiem islandzkiego mleka to juz w ogóle cos innego....

Do bez ruchu. Każdy wyjazd z farmy to wyprawa. Nigdy nieprzypuszczalabym, ze zwykle wypad do sklepu może byc taka atrakcja.

Do zwalniania za każdym razem gdy tylko na choryzoncie pojawi sie samochód.

Do owiec, które są naturalnym dodatkiem do krajobrazu. Wszędzie jest mnóstwo owiec.

Do wiatru. Towarzyszącego zawsze i wszędzie...

Do przestrzeni. Wokoło nie ma nic poza czarnymi polami lawy, trawą oraz górami i lodowcem w tle.

Do spokoju. Wokol nic sie nie dzieje, a samochód pojawiający sie na choryzoncie to przedsmak jakiejś atrakcji!

Do białych nocy. Kladac sie spac pozno wieczorem szczelnie zakrywam okno by latwiej bylo zasnąć. Idąc o 2 "w nocy" przez dom, w którym mieszkam,  nie dziwi mnie juz, ze nie muszę świecić światła.

Dobrze mi tu. Samej ze sobą. ;)

Codziennie rano budzę sie, wypijam kubek mocnej kawy i przy kuchennym stole uczymy sie wzajemnie - polskiego - tajskiego i islandzkiego.

Pózniej praca max do 14 a pózniej zazwyczaj mam wolne. I łażę sobie po tych polach lawy, spaceruje z psem, który gania za ptakami na niebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz