Mało pisze bo mało sie w sumie dzieje. Tydzień spędzony bez gospodarzy będę wspominać miedzy kursowaniem miedzy swoim domkiem - gdzie niestety nie mamy internetu, a domem głównym, gdzie internet jest. Ogolnie powiem szczerze nic szczególnego sie nie działo. Jak zwykle co dzień o 10.00 chodziliśmy sprzątać hostel. Po ogarnieciu całego miejsca koło 13 szliśmy cos zjeść i pózniej .... Chillout ;)
Może ogolnie cos o miejscu w którym jestem? Dokładnie jak w tytule notki. Miedzy polami zastygnietej lawy - miejscami porosnietej mechem, a lodowcem, który widać z daleka. Krajobraz jest bajeczny!
Cała farma na której sie znajduje to cztery budynki. Główny dom, hostel - w tym roku przekształcony na guesthouse, mały domek gdzie mieszka staff i... Garaż z mnóstwem zamrazarek.
W głównym domu jest recepcja i take... Normalnie domowe życie. Guni robiąca gofry, Hanes siedzący na werandzie z lornetka w ręku.... I palęsająca sie po domu, nic nie mówiąca Dota.
U nas w domu staffu mało sie dzieje, głownie spędzamy czas w domu głównym. Dlaczego? Bo tu jest internet ;)
Ogolnie życie toczy sie spokojnie, owce chodzą swoimi drogami, Tiri - pies gania za wszystkim co sie rusza... ;)
Taka jest moja Islandia ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz